Skip to content

Zrób sobie szkolenie – droga, czy efekt?

Wyobraźmy sobie sytuację, w której kilkunastoletni uczeń przygotowuje się do egzaminu językowego kończącego pewien etap edukacji (matura, albo egzamin gimnazjalny). Chodzi w tym celu na zajęcia w szkole, gdzie i tak płaci grube kokosy za wypaśne podręczniki i jest przez nauczyciela przygotowywany do testu. W końcu przychodzi dzień sądu i nasz bohater niestety oblewa sprawdzian. Jest sfrustrowany, podobnie zresztą jak jego rodzice. Wyłożyli kupę kasy, czasu i energii, a za porażkę winią oczywiście nauczyciela, który nie przygotował ucznia do testu. Czy słusznie? Tak. I między innymi dlatego nie warto być nauczycielem.

Zresztą, potwierdzenia powyższego założenia nie trzeba szukać daleko. Wystarczy zajrzeć w większość statutów szkolnych, żeby dostrzec zapis, że „Nauczyciel prowadzi pracę dydaktyczno-wychowawczą i opiekuńczą, odpowiada za jakość i wyniki tej pracy”. Odpowiedzialność, sprawdzaną jako-tako, widać było po ostatniej maturze, gdzie skala na wadze przyczyn niepowodzenia przechylała się wg opinii uczniów i rodziców na stronę kadry uczącej. Jeśli uczniowie nie zdają egzaminów, to nie dlatego że są słabi, lecz dlatego że nauczyciel ich nie przygotował.

Oczywiście to wytłumaczenie jest absurdalne i może dlatego podwójnie boli to, że jest również nieskromnie prawdziwe. Każdy kto miał jakikolwiek kontakt z uczeniem czegokolwiek, choćby dając korki, wie że bez samodzielnej pracy ucznia nasze starania pójdą na marne. Mimo to, zarówno na korkach, jak i w szkole, możemy liczyć się z represjami związanymi ze słabymi wynikami ucznia (rodzice nie będą chcieli naszych usług, albo zostaniemy wywaleni ze szkoły). Krótko mówiąc, czy się uczeń uczy, czy nie – to nauczyciel ponosi winę za jego porażki. Paradoks jest tym większy, że o ile karzemy tutorów za porażki pupili, to żaden nauczyciel nie jest rozliczany za sukcesy i pozytywne wyniki ucznia. Innymi słowy, nie za wyniki mu płacą.

Sprawa wydaje się zgoła inna jeśli chodzi o ogólną filozofię szkoleń trenerskich. Otóż, generalne założenie trenera (podobnie jak coacha) to odpowiedzialność za proces, a nie za efekt. Prowadzący szkolenie odpowiada za to co dzieje się na szkoleniu, począwszy od klimatu spotkania, poprzez przedstawienie wiedzy i umiejętności, aż po zrozumienie materiału i potwierdzającą to informację zwrotną. To natomiast, co dzieje się poza salą szkoleniową i jak dana osoba wykorzysta nabytą wiedzę – zależy tylko i wyłącznie od osoby uczonej. Trener nie wtrąca się w pracę samodzielną, bo de facto nie ma wpływu na to, jak postąpi kursant. Mając na przykład szkolenie ze sprzedaży, trener nijak ma się do tego, czy wiedza i techniki które przekazał zostaną faktycznie użyte przez uczonych w realnych sytuacjach.

Wydaje się to mieć większy sens, prawda? Odpowiedzialność za bycie tu i teraz daje prowadzącemu większe pole manewru jeśli chodzi o sposoby działania, a także o ich celowość. Bo gdy pierwszorzędnym celem jest „droga”, a nie „efekt” to możemy skupić się na niej i pozwolić sobie i kursantom na większe zrozumienie materiału i lepszy wgląd w prezentowane treści.

Ale nie zapominajmy, że żyjemy na Ziemi, w Polsce i sprawy tutaj nie zawsze wyglądają na takie, jakimi są naprawdę. Rzeczywistość szkoleń pokazuje, że im lepszy trener, tym lepsze wyniki osiągają po szkoleniach kursanci. Sprywatyzowanie i biznesowe podejście w tym zakresie edukacji powoduje, że walka z konkurencją nakręca w prowadzących budowanie coraz większej skuteczności w szkoleniu. W końcu trener jest zatrudniany często ze względu na swoją reputację, czy opinię, która oczywiście nie zbuduje się na niczym, tylko na skuteczności i zadowoleniu przeszkolonych.
Można żartobliwie powiedzieć, że chociaż trenerzy nie szkolą z myślą o efekcie, to właśnie za efekty-rezultaty im się poniekąd płaci. Im lepsze rezultaty, tym więcej potencjalnych klientów w przyszłości. Motywacja marchewkowa jak bum cyk-cyk.
Oczywiście, im gorszy trener i gorsze efekty tym mniej klientów, itd. Jest też zatem motywacja kijem, ale nie można stwierdzić (pomijając sytuacje wyjątkowe), że trener jest wprost odpowiedzialny za wynik. Nie jest.

Jeżeli więc jesteś w sytuacji gdzie masz wybór – zostać trenerem, czy nauczycielem – namawiam do wybrania zawodu trenera. Chociaż, równie dobrze można pełnić obie te funkcje, dywersyfikując źródła przychodu. Niemniej, to trener ma zazwyczaj wolną rękę jeśli chodzi o metodykę działania i swobodę pracy. Skupiając się na drodze, czyli na jakości przebiegu szkolenia, może znacząco poprawić swoją efektywność w pracy i w rezultacie, efektywność pracy kursantów.

 

Published inBlog