Skip to content

Wyuczona niemoc

Jest rok 1967 i na uniwersytecie w Pennsylwanii przeprowadza się eksperymenty na psach. Końcówka lat 60tych sprawiła, że nikomu nie przeszkadzało rażenie psów prądem, a nawet ich śmierć. I pomimo ewidentnego wykorzystania, a nawet znęcania się, nad zwierzętami, ten eksperyment czegoś dowiódł. Niespodziewanie, dowiódł czegoś o ludziach.

Przedsięwzięcie polegało na zgrupowaniu psów w kilka podgrup testowych, z których najważniejsza była ta pierwsza. Psy z tej grupy rażone były prądem w taki sposób, że nie mogły uniknąć dawki napięcia. Uderzenie było bolesne, lecz nie mogło spowodować w sposób bezpośredni śmierci zwierząt.
Druga grupa, to psy które również rażono prądem. Te jednak mogły uciec przed bólem, przeskakując nad barierką na drugą stronę pomieszczenia. Proste? Proste.

Po jakimś czasie zauważono, że psy z grupy pierwszej zatraciły wolę walki i smutne, obolałe, kładły się na podłodze i w milczeniu znosiły ból. Wtedy naukowcy postanowili przenieść je do pomieszczenia, gdzie uniknięcie porażenia było możliwe (czyli do pomieszczenia, gdzie wcześniej była grupa 2). Niestety, psy z grupy 1. nie wyłapały tego, że można uniknąć rażenia. Dalej znosiły pokornie ból, ustawiając się po kątach. Mało tego, nawet po pokazaniu i fizycznym przeniesieniu psa z tej grupy na drugą stronę barierki, psy nie były w stanie pojąć i nauczyć się tego, że bólu da się uniknąć.
W ten sposób zabito w nich wolę walki i życia.

Podobny eksperyment przeprowadzono też ze szczurami. Wpuszczano je do balii z wodą, by pływały. Jeśli dość szybko podstawiano szczurowi kijek do wyjścia, to po ponownym wrzuceniu do wody potrafił on pływać godzinami, czekając na ratunek. Jeśli zaś przy pierwszym wrzuceniu do wody, szczurowi nie podawano kijka, ten topił się i ginął. Nie ze zmęczenia. Nie ze strachu/stresu/zawału/czegokolwiek, lecz z apatii i utraty poczucia wpływu na rzeczywistość.

W końcu, ktoś zadał sobie pytanie o to, czy ludzie też działają w podobny sposób. Testowano niemowlęta (spokojnie, tym już nikt nie robił im krzywdy) i ich zdolność kontroli lalki-robota. Nie rozpisując się zbytnio, wystarczy wspomnieć, że nawet u maluchów udało się wykształcić poczucie niemocy i braku kontroli w taki sposób, że gdy potem rzeczywiście mogły już tę kontrolę przejąć, to i tak tego nie robiły, bo miały wdrukowaną niemoc.
Wyuczoną niemoc.

Okej, przenieśmy to teraz na naszą rzeczywistość.

Ile razy słyszeliście, że „się nie da”? Albo „nie można czegoś zrobić, bo nie”? Albo moje ulubione „co zrobisz? nic nie zrobisz!”? Jestem pewien, że słyszycie to codziennie. A ile razy w ciągu życia przechodziliście szkolenie nieuzasadnionej niemocy? Przez szkołę (trzeba robić, bo pani każe), przez rodzinę (nie sprzeczaj się z matką, słuchaj się ojca), przez kulturę, która powtarza te same mantry (tu się nic nie zmieni).

Wszystko kłamstwa.

Nigdy nie jest tak, że jesteśmy bezsilni. ZAWSZE można coś zrobić.
I owszem, czasem się uda, a czasem nie i porażki wpisane są w działanie, ale zawsze jest coś, co może odmienić sytuację. Jednym z kluczy może być samo przyjęcie założenia bycia proaktywnym, albo chociaż zwykłe uświadomienie sobie, że nie jesteśmy psami, czy szczurami i w jakimś stopniu, choćby i najmniejszym, potrafimy skonfrontować się z rzeczywistością i zmienić swoje zachowanie.

Dlatego, jeśli mieliście taki etap, że zdawało się Wam, że czegoś nie da się zrobić, czy na coś wpłynąć, to musicie wiedzieć, że te myśli były wdrukowywane w Wasze głowy przez lata okoliczności, o których pisałem wcześniej. Nie można się dawać takim przekonaniom, bo koniec końców są równie prawdziwe, co te w których wierzymy, że możemy osiągnąć wszystko (a to też nieprawda).

Zawsze mamy wpływ na to, by coś zmienić. Zawsze 🙂

 

Published inBlog