Skip to content

Szukając talentu

Jeśli chociaż trochę zajmowaliście się w przeszłości sprawą wykorzystania talentu, to pewnie jesteście zdania, że on po prostu nie istnieje. Liczy się systematyczna praca i stopniowy rozwój ewentualnych predyspozycji.
Trudno się nie zgodzić, ale…

Zdjęcie, które widzicie na górze wpisu, to kilka moich rysunków sprzed około 10ciu lat. Znalazłem je dzisiaj, sprzątając pokój przed Świętami Wielkanocnymi. Lata temu, będąc jeszcze nastolatkiem, miałem małego świra na punkcie rysowania mangi i komiksów ołówkiem. Całkiem dobrze mi to szło, o czym mogą świadczyć te papierowe rysunki charakterów z gry Guilty Gear X2. Dzisiaj, gdybym chciał te postacie odtworzyć wyglądałyby jak po długotrwałym zażywaniu metamfetaminy.

Jasne, świadczy to tylko o ważności powtarzalnych ćwiczeń – gdy codziennie szlifujemy jakąś umiejętność powoli dochodzimy do perfekcji. Nie ćwicząc – zatracamy jakość wykonywania danej umiejętności. Analogicznie do mojej sytuacji z rysunkiem, sądzę że wszyscy mieliście coś w czym byliście dobrzy, a teraz już nie jesteście, bo zwyczajnie tego nie robicie. Zmarnowany talent? Cóż, może niekoniecznie.

Moim zdaniem, sprawa z rozwijaniem talentu, czy też naturalnych predyspozycji, czy po prostu dowolnej czynności, związana jest nierozłącznie z tematem odnajdywania w życiu pasji, a pasja to przede wszystkim akcja skierowana do drugiego człowieka.
Wyjaśnijmy sprawę na przykładzie moich rysunków.

Lubiłem rysować, okej. Relaksowało mnie to i sprawiało przyjemność. Jeszcze większą przyjemność sprawiało mi, gdy ktoś mnie za te rysunki chwalił. I było to całkiem okej, ale w otoczce rysowania brakowało jednego elementu – działania dla innych. Rysunki robiłem dla siebie, a pochwały zbierałem dla podbudowania ego. Poza mną, nikt nie czerpał z mojej twórczości większej korzyści. I na szczęście, jakoś podświadomie, poczułem że nie tędy droga.

Teraz moje jedyne rysunki można znaleźć na kreatywnych notatkach robionych na nudnych spotkaniach, czy wykładach. Nie ćwiczę już rysowania. Robię za to inne rzeczy i chociaż może czasem nie wychodzą mi tak dobrze jak te rysunki sprzed dziesięciu lat, to z pewnością sprawiają mi większą przyjemność.
Gdy po szkoleniu dostaję maila z przemyśleniami na temat tego jak pomocne były moje zajęcia.
Gdy w wyniku mojej pracy mogę w kimś rozwinąć skrzydła do działania.
Gdy moja działalność zwyczajnie sprawia komuś radość, bądź w małym stopniu czyni czyjeś życie lepszym.

I wiem, że może to co piszę trochę kłóci się z zasadą obiektywizmu – najpierw ja, potem inni – ale, co jeśli właśnie robiąc coś dla innych, robię coś prawdziwego dla siebie?

Takie tam rozważania, zajmijmy się czymś praktyczniejszym 🙂

Chcecie odkryć w sobie talent? Albo raczej zobaczyć, jakie umiejętności warto w sobie rozwijać? Zobaczyć, co naprawdę sprawia mi radość? Sposobem na to może być poszukiwanie odpowiedzi na kilka poniższych pytań:

– W czym jestem dobry/a, a co może jakoś pomóc innym?
– Co lubię robić, z czego inni mogą skorzystać?
– Czy jakieś moje działanie przynosi innym korzyść (materialną/niematerialną)?
– Jakie ja mam korzyści z tych działań? Co mi to daje?
– Czy jakieś działanie może być dla mnie/innych lepsze, niż to co robię teraz?

Oczywiście powyższe pytania nie wyczerpią tematu, ale być może pomogą w odnajdywaniu siebie.
Takie przemyślenia na święta.

Aha, no i właśnie. Wesołych Świąt Wielkanocnych! 🙂

Published inBlog