Skip to content

Jak nie marnować czasu na sieci?

Cześć! Dzisiaj wpis o tym, czego nauczył mnie miesiąc bez internetu. A nauczył w pewnym sensie innej organizacji czasu i innego patrzenia na sieć. Sądzę, że to, co mam do zaprezentowania poniżej przydać się może każdej osobie, która dostrzega u siebie problem z ilością marnotrawionego czasu na sieci i chce ten aspekt swojego życia poprawić. A jak się domyślam, takich osób może być tutaj sporo. Jeśli zatem widzicie, że kolejna godzina na wallu ucieka, że po raz kolejny oglądacie najnowszy filmik z subskrybcji, albo odświeżacie maila po raz n-ty, to być może znajdziecie tutaj sposób na walkę z tym problemem. Sposoby na ograniczenie czasu spędzonego w internecie, poniżej. Zapraszam.

1. Aplikacje – Pierwszą, najprostszą metodą ograniczania czasu na sieci jest jego monitorowanie. Jest tutaj cały szereg aplikacji, które mierzą czas spędzony na poszczególnych stronach, np. społecznościowych, jak i czas ogółem (np. Firefoxowy Mind the Time). Możemy jednak pójść o krok dalej i zainstalować sobie w przeglądarce rzeczy, które ograniczą nasz dostęp do stron www przezzwykłe wyłączanie ich (LeechBlock). Jeśli zaś korzystacie z Chrome’a, to chyba najlepszą, a zarazem najbardziej denerwującą aplikacją jest Productivity Owl, czyli sówka, która po pewnym czasie zaczyna Wam przeszkadzać w przeglądaniu sieci. Zamyka zakładki, lata po ekranie… wnerwia. Jeśli nie wyrobimy sobie nawyku szybkiego korzystania z sieci, to z sówką nie idzie wytrzymać.

2. Nawyki – Z internetem jest tak, że jest okej, dopóki nie zjada czasu. A czasozjadacze, to najczęściej bezproduktywne, ale zabawne stronki w stylu kwejka, czy społecznościówki typu FB. I o ile aplikacje mogą okazać się przydatne dla części osób, to może tak jak ja nie za bardzo lubicie oddawać Waszą wolność internetową i czasową w ręce sztucznych aplikacji i zechcecie poszukać czego innego? Jeśli tak, dobrym rozwiązaniem może być przećwiczenie Waszej siły woli i wypracowanie sobie nawyku korzystania z internetu. Wybierzcie sobie kilka stronek, które sprawdzacie codziennie i potraktujcie je użytkowo i technicznie. Po sobie odkryłem, że rytuał sprawdzenia fejsa, maila i kliku stron z newsami, które odwiedzam celem nakarmienia mózgu informacjami, zajmuje mi 30-40min. Dla mnie było to mało i byłem bardzo zadowolony z tego, że po trzech tygodniach mogłem wypracować sobie taki sposób na sieć.

3. Tylko na baterii – Bo czemu nie? Jeśli korzystacie z laptopa i  należycie do tych szczęśliwców z dobrą baterią, możecie odłączyć kompa od prądu i fizycznie ograniczyć sobie czas na korzystanie z sieci do tych 2-3h. Dłużej nie da rady, bo wyłączy się bateria. Sposób bardzo działa i szczerze go polecam, bo podobnie jak sówka (tylko mniej denerwująco) uczy efektywnego korzystania z sieci, bez skupiania się na duperelach.

4. Internet mobilny zamiast stałego łącza – Idziemy dalej w radykalności posunięć w walce z marnotrawieniem czasu na sieci. Mając internet mobilny na kartę, wybierajcie opcje nie przekraczające 30zł/miesiąc. Moje doświadczenie pokazuje, że przyznany za tę kwotę limit (w moim przypadku było to 4GB w aktualnej ofercie Plusa) automatycznie sami monitorujemy ile czasu (i ile mega) schodzi nam na korzystanie z sieci. Wybieramy przy tym tylko te strony i aplikacje w sieci, które naprawdę będą nam przydatne. To naprawdę działa. Jedyny minus, to aktualizacje, które dzieją się w tle i nie do końca widzimy kiedy pobierają nasz transfer, ograniczając również nasz czas.

5. Brak internetu – Nie zakładajcie, albo zrezygnujcie z już założonego. Z sieci korzystajcie tylko w pracy/szkole/kawiarni. Obecnie w wielu miastach jest tak dużo miejsc z darmowym Wi-fi, że można zwyczajnie siąść na ławce w parku i być podłączonym do sieci – przyjemniej i inaczej, niż lampienie się w ekran w domu. Zachęcam też do korzystania z kawiarni, bo nie tylko posiedzicie tam na internecie, ale i wypijecie dobrą kawę, czy poznacie ciekawych ludzi. I okej, założę się że większość z Was czytając ten ostatni punkt pomyśli, że takie biblijne rozwiązanie nie jest dla nich (biblijne, bo gdy ręka-internet namawia do złego-marnowania czasu, to najlepiej odciąć rękę). Ale wiecie co? Spróbujcie. Dajcie sobie miesiąc takiej pracy w formie testu i eksperymentu. Potem możecie wrócić do stałego łącza.

To mnie zresztą czeka za tydzień. Powrót stałego łącza. Bo widzicie, ograniczone korzystanie z internetu jest naprawdę bardzo ekologiczne i korzystne i fajne. Ale gdy informacje na sieci zmieniają się z minuty na minutę i potrzebujesz naprawdę mieć rękę na pulsie, to możesz zatęsknić na starym przyjacielem, jedną z tych stałych rzeczy w życiu – stałym łączem i nieograniczonym internetem w domu. Mimo to, uważam że miesiąc bez sieci potrafi nauczyć innego patrzenia na www i nieco innego, bardziej użytkowego, do niego podejścia.

Published inBlog