Skip to content

Obserwator, czy podróżnik?

Zbliża się pierwsze spotkanie Projektu FLOW, poświęcone organizacji czasu. Wydarzenie będzie o tyle ciekawe, że nie będzie powielało sposobów w jaki przeprowadza się zwykle warsztaty z time managementu. Zazwyczaj dostajemy paczkę technik i metod na zarządzanie czasem i w sumie niewiele z tego na dłuższą metę zostaje. Dlatego podczas FLOW będziemy działać nieco inaczej. Szczegóły oczywiście podczas spotkania, a teraz kilka ciekawych spostrzeżeń o naszym postrzeganiu czasu.

Postrzeganie czasu jest ciekawe, ale i zastanawiające, bo w gruncie rzeczy obserwujemy coś, czego nie widać. Bo czy widać czas? No nie, widać jego upływ i efekty starzenia, czy skutki wcześniejszych działań. Mamy też poczucie mijającego czasu, ale czas sam w sobie? Na pewno nie jest to coś, co można dotknąć. Ba! Nawet mierzenie czasu nie jest bezpodstawne, bo mierzymy go jednostkami umownymi (jedna sekunda to tak naprawdę nieco ponad 9 miliardów drgań światła uzyskanego z cezu; równie dobrze moglibyśmy wziąć miarę 12mld i też to nazwać sekundą, no bo czemu nie?).

W jaki sposób zatem odnaleźć się w czasie? Lena Boroditsky ze Stanford proponuje doszukiwać wyjaśnienia w języku. Jako, że czas jest czymś nieuchwytnym, to do zrozumienia go używamy sprytnie skonstruowanych metafor. Wg badaczki dwie z takich metafor są najbardziej wyróżniające się: metafora ruchomego czasu i metafora ruchomego ego.

Sprawa jest prosta. Jeśli nasze postrzeganie czasu opiera się na pierwszej z metafor, to czas jest dla nas czymś, co płynie samoistnie, a my jesteśmy jedynie obserwatorami zachodzących sytuacji. Jeśli natomiast opieramy się o metaforę ruchomego ego, wtedy czas nie płynie, lecz to my płyniemy przez czas. Najciekawsze jest w tym wszystkim to, że w różnych sytuacjach ludzie potrafią przerzucać swoje postrzeganie pomiędzy jednym modelem, a drugim, lecz niesie to za sobą konsekwencje. Po pierwsze, niemożliwe jest postrzeganie czasu w dwojaki sposób na raz, jednocześnie. Po drugie, zmiana postrzegania w ramach jednego kontekstu powoduje… lagi. Trochę jak w komputerze, nasz umysł nie do końca jest w stanie w szybki sposób przerzucić się na inny tryb i zajmuje mu to nieco więcej czasu. Łapiemy lagi.

I teraz sedno sprawy, czyli jak powyższe przerzucić na praktyczne zastosowanie? Proponuję obserwację naszych umysłów i nas samych. Jeśli w planowaniu codziennych sytuacji, czy myśleniu o wydarzeniach przyszłych/przeszłych mamy wrażenie, że kreujemy życie, jesteśmy w jego centrum i sami je budujemy – wtedy naszym dominującym modelem jest pewnie model ruchomego ego. Jeśli zaś życie „nam się przydarza” i raczej je przeżywamy niż kreujemy – wtedy jesteśmy w modelu ruchomego czasu. Który z nich jest lepszy i bardziej praktyczny? Trudno jednoznacznie to stwierdzić i zapewne nie ma, patrząc z punkty widzenia praktycznego zastosowania w rozwoju osobistym, na to jednoznacznej i obiektywnej odpowiedzi. Jestem natomiast przekonany, że każdy z nas taką odpowiedź może sobie wypracować sam i zbudować w sobie taki model postrzegania czasu, jaki dla niej/niego będzie najlepszy. Jak to zrobić? Na przykład podczas odpowiednie ćwiczenia, które pojawią się już 15 października na pierwszym spotkaniu Projektu FLOW.

Nie ma na co czekać, czas się zapisywać 🙂 Szczegóły tutaj: www.facebook.com/events/1477314152527924

Published inBlog