Skip to content

Millenialsi, grywalizacja, polityka

Millenialsi gardzą polityką. Nie chcą się w nią mieszać. Lubią, uwielbiają za to gry i związane z nimi emocje. Czy można to wykorzystać i zgrywalizować politykę? Osobiście, wolałbym nie, chyba że… w mądry sposób. Ale zacznijmy od tego, co wydarzyło się wczoraj.

Dokładnie wczoraj miałem przyjemność zagrać razem z moją siostrą Małgorzatą i moim znajomym Dawidem w grę towarzyską Forum. Zaprojektowałem tę grę z myślą o debatowaniu i wymianie poglądów. Zarys fabularny jest taki. Wcielamy się w role antycznych senatorów i debatujemy nad tym jakie powinniśmy mieć zasady rządzące debatą. Brzmi dziwnie wiem, ale spokojnie. Chodziło o to, żeby zdobyć 50 punktów. Na początku rozgrywki największe szanse na to miał Lider Zgromadzenia. Potem jednak dochodziło do różnych interesujących rzeczy i zwrotów akcji. Pełne nagranie wraz z moim komentarzem postaram się udostępnić na YT, teraz jednak kilka wniosków z tego „jak się grało”.

A grało się mocno wciągająco! Co jest dla mnie zaskakująco dziwne, bo przecież nie robiliśmy nic poza gadaniem i przekonywaniem siebie nawzajem. Osobiście, straciłem rachubę czasu, a jako grupa byliśmy na tyle głośno, że chyba wykurzyliśmy niechcący parkę, która chciała spokojnie napić się wina (przepraszamy państwa, nie zdawaliśmy sobie sprawy:P). Słowem – na maxa nas wciągnęło… w robienie polityki! Coś, czym w ogóle się nie interesuję w realnym życiu.

Okazuje się, że nie tylko ja tak mam. To ogólnoświatowa tendencja. Interesujemy się sprawami społecznymi, nawet politycznymi, ale nie chcemy interesować się robieniem polityki. Pozwólcie, że podam przykład. Jak podaje brigade.com w 2017tym roku w Los Angeles w Marszu Kobiet wzięło udział 750tysięcy osób. W tym samym roku, w wyborach na burmistrza wzięło udział 407tysięcy. O wiele mniej!

John Thibault z iLobby mówi, że pokolenie Millenialsów gardzi polityką i nie ufa ludziom z nią związanym. Uważają, że polityka jest przesiąknięta korupcją, zbyt zawiłymi przepisami, a ich osobisty głos nie ma szansy na przebicie. Świat polityków pełen jest kłótni zamiast konstruktywnych dialogów. Wreszcie, polityka jest dla starych ludzi.

Jednocześnie, podskórnie chyba wszyscy czujemy, że problemy które pojawiają się w obecnym świecie będą do rozwiązania właśnie przez… Millenialsów. Czy tego chcemy, czy nie to w końcu będziemy musieli wziąć sprawy w swoje ręce.

I tak, pojawiają się głosy, by użyć grywalizacji do zaangażowania ludzi w politykę. Od akcji w stylu „There Ought to be a Law”, w których każdy może dorzucić swoją propozycję prawa do głosowania internetowego, z którego jedna opcja zostaje przez kongresmena przedstawiona oficjalnie w Waszyngtonie  – bo to przykład amerykański – przez nasz polski portal politykon – aż do opresyjnego Social Credit System w Chinach. Wszystkie te testy projekty pokazały, że ludzie mogą zaangażować się w działania społeczne jeśli tylko wykorzystuje się do tego elementy gier. Super, więc może zróbmy taki szacher macher grywalizacyjny, żeby ludzie chętniej chodzili na wybory?!

No i tu pojawia się mój wewnętrzny problem. Bo polityka na tak wysokim poziomie, to nie przelewki i nie żarty. Wybory parlementarne, czy prezydencie to poważna sprawa i osobiście uważam, ze dodawanie do tego elementu fun (a o to przecież chodzi w grywalizacji) mogłoby skutkować ujęciem z powagi sytuacji. Wyobrażam sobie, że ludzie chodziliby na wybory mówiąc „nie ważne na kogo, ważne że dają punkty”.

Chyba że ograniczylibyśmy się do crowdsourcingu. Wyciągania pomysłów i potrzeb prosto z ludu. Tutaj widzę potencjał na stworzenie projektu politycznego, który byłby mega trudny, ale chyba moralnie słuszny. Bo widzicie, jest problem z tym, żeby wyciągać z narodu potrzeby. Niby są jakieś badania i konsultacje prowadzone przez partie, ale szczerze… nigdy jeszcze nie miałem okazji wziąć udziału, a osoby które znam, które brały w czymś takim udział wypowiadały się o procesie… no… powiedzmy, że nie najlepiej.

Może więc warto przemyśleć nad tym, jak wyciągnąć z ludzi pomysły na przepisy rządzące w kraju? Na lepsze wysłuchiwanie ich głosu? I z tego właśnie zrobić grę?

Ha! Jeszcze jedna rzecz, która mi przyszła do głowy. Cały czas w głowie mam politykę narodową, ale w sumie, czy nie tak samo tworzy się polityka firmy, czy organizacji? Czy tzw. organizacje turkusowe, których będziemy mieć coraz więcej w świecie biznesu, nie potrzebują wspólnego tworzenia polityk?

Dajcie znać, co sądzicie w komentarzu.

A jutro leci film z gry!

Published inbiznesBloggrywalizacja