Skip to content

Kalistenika – medytacja ciała

O kalistenice – ćwiczeniach z wykorzystaniem wagi swojego ciała – słyszałem już jakiś czas temu. Całkiem niedawno jednak w ręce trafiła mi książka temu sportowi poświęcona. Paul Wade i jego „Skazany na trening” to podręcznik pokazujący podstawy tego, co powinniśmy wiedzieć o kalistenice, jak z nią zacząć i na co zwracać uwagę. No to do dzieła!

Warto zaznaczyć od razu, że pierwsze na co zwracamy uwagę to „rodowód” autora. Paul kalisteniki nauczył się w więzieniu i bardzo często taka więzienna maniera podkreślania jak to w mamrze jest ciężko, jakim trzeba być twardym, żeby przeżyć, jakim trzeba być ubermacho trafia się w niespodziewanych i nie do końca się do tego nadających miejscach, czyniąc narrację książki lekko denerwującą. Gdy jednak przebrniemy przez rozbujane ego i dojdziemy do właściwych rozdziałów z opisami ćwiczeń, wtedy zaczyna się zabawa.

Jeśli lubicie wszelkiego rodzaju gry i grywalizacje, to trening Wade’a jest dla Was. Na pewno trafił do mnie. Mamy zatem Wielką Szóstkę, czyli sześć podstawowych grup mięśni, które będziemy ćwiczyć w specjalnych ćwiczeniach. Ćwiczenia podzielone są na 10 stopni, a każdy stopień ma 3 etapy: easy, medium i hard. Zasada jest taka, że zawsze zaczynamy od najłatwiejszych etapów najniższych stopni i dopiero gdy „przejdziemy” ten etap możemy brać się za następny. Muszę przyznać, że jest to perfekcyjnie przemyślana taktyka, zmuszająca do wzbudzenia w sobie motywacji.

Najlepsze jednak w kalistenice jest dla mnie to, że pomaga ona w medytacji. Wiecie, jakiś czas temu próbowałem medytować na różne sposoby. Siedziałem po turecku/japońsku i liczyłem oddechy. Nuuuuda! No to może modlitwa? Nieeee, modlitwa to dialog wewnętrzny z Bogiem, rozmowa, a nie medytacja. No to może medytacja spacerowa? Nooo praaawie, ale to jeszcze nie to. A kalistenika? Heeej, to działa!

Wykonując kolejną serię umysł oczyszcza się na tyle, że nie myśli rzeczywiście o niczym innym jak tylko o powtarzanych w głowie cyferkach oznaczających kolejną repetycję. W ciszy i spokoju. Powoli (bo ćwiczenia kalisteniczne wykonuje się powoli i uwierzcie mi – tak jest ciężej). Bez zgiełku siłowni, czy otaczającej zewsząd rzeczywistości. Tylko Ty i Twoje ciało zmagające się z grawitacją. A najlepsze jest w tym to, że gdy wydaje się, że to ćwiczenie nam już nie wyjdzie, wtedy trzeba przeć dalej i… wychodzi! I ma się wtedy naprawdę potężne poczucie panowania w pełni nad możliwościami swojego ciała. Niesamowita sprawa. 🙂

Nie mówię, że kalistenika jest remedium na wszystko i że może zastąpić siłownię jeśli zależy nam na zbudowaniu dobrej kondycji i formy. Osobiście traktuję ją raczej jako bardzo korzystny dodatek, który nie tylko uspokaja umysł, ale również ćwiczy ciało i pomaga we wzbudzeniu wewnętrznej motywacji do ćwiczeń.

Bardzo polecam!

Paul Wade, „Skazany na trening” na przykład tu

Published inBlog
  • Kalistenika jest owiele ciekawsza od innych sportów siłowych. Faktycznie człowiek się potrafi przy niej wyciszyć i uspokoić myśli.

    • Grzegorz Olifirowicz

      Dzięki za komentarz i gratuluję ciekawej i użytecznej strony o workoucie 🙂

  • Kalistenikę można podciągnąć pod medytację, ponieważ wiele ćwiczeń jest zbliżonych do figur z Jogi.
    A sama kalistenika stała się obecnie tak popularna że wszędzie o tym trąbią.
    Tylko książka Paula jest nie najlepszym przykładem wiedzy na temat Kalisteniki.

    http://workout-polska.pl