Skip to content

Jak przygotowuję się do szkoleń

Powoli na horyzoncie zaczynają się pojawiać coraz to nowe szkolenia, które  będę miał przyjemność realizować. Poczynając od FLOW, szykują się ciekawe spotkania, nowe znajomości, opowieści i przygody. Do każdego z takich spotkań trzeba się jednak przygotować i jakoś zaplanować.

1. Research

Zanim zacznę jakiś generalny pomysł owijać w skonkretyzowane zadania, ćwiczenia i czas, staram się wyszukać i dowiedzieć czegoś o uczestnikach. Ilość osób (podstawa), wiek, tło z którego wychodzą, może zainteresowania? Jeśli jest to możliwe, warto poznać też motywację, która popchnęła ich do tego, żeby pojawić się na spotkaniu. Jest to dość ważne i użyteczne, bo może wspomóc budowanie szkolenia w oparciu o facylitację materiału, czyli takie prowadzenie uczestników, by znaleźli rozwiązania swoich problemów, a nie tylko dostali zastrzyk wiedzy.

2. Szkolenie po lubelsku

Kiedyś byłem na spotkaniu z dr Pawłem Fortuną, uznanym psychologiem i trenerem biznesu, i chociaż spotkanie miało charakter otwarty i raczej nieformalny, to nie obyło się bez pytań o rzeczy zawodowe. Jednym z nich było: „jak pan przygotowuje szkolenia?” i to właśnie odpowiedź na to jedno pytanie okazała się najbardziej inspirującą odpowiedzią tego popołudnia (nawet jeśli była ściemą). Pan Fortuna powiedział, że wykorzystuje szkolenia metodą lubelską, gdzie jest siedem podstawowych punktów, których należy przestrzegać, ale… nikt nie wie jak one brzmią! Dopiero po chwili ciszy wyjaśniło się, że w anegdotce chodzi o budowanie takich szkoleń, jakich jeszcze nie było. Z ćwiczeniami, analogiami, metaforami, i sposobami, jakich jeszcze nie było, a w jakich sami bardzo chętnie wzięlibyśmy udział. Z mindsetem nastawionym na taką właśnie pracę można zabrać się do dalszej roboty.

3. Główna idea i drugi research

Okej, powiedzmy że mam pomysł na szkolenie i powiedzmy, że jest to moja główna idea. Oczywiście staram się, żeby nie była ona banalna i nawet jeśli tworzę szkolenie na podstawowym poziomie, gdzie nie odkrywany ameryki, to raczej sam proces powinien być w jakiś sposób niebanalny. Dobra, więc mam to. Wiem co chcę przekazać. Pora znaleźć narzędzia, które mi w tym pomogą.

I tutaj zaczyna się chyba najciekawsza praca. Wujek google idzie w ruch i rozpoczynam przeglądanie wielu baz warsztatów, narzędzi trenerskich, scenariuszy – wszystkiego co zakrawa o mój planowany temat. Co ciekawe, większość dostępnych gier i narzędzi, to jednak kiszka, która ładnie wygląda w scenariuszu, ale gdy widzi się opis zadania i wyobraża jego faktyczne wdrożenie na zajęciach… niee. Nie będziemy tego robić, bo przecież to są jakieś popierdółki, a nie ćwiczenia warsztatowe.

Zazwyczaj drugi research kończy się tym, że albo modyfikuję ćwiczenia znalezione, albo korzystam z tych, które znałem już wcześniej, albo samemu tworzę nowe. To wcale nie jest takie trudne, gdy i tak jest się stymulowanym do myślenia o warsztacie, przez ciągłe przeglądanie źródeł.

4. Cykl Kolba

Dobra, mam bazę tego co chcę zrobić i jakie ćwiczenia będą mi pomocne. Teraz trzeba to wszystko zawrzeć w klamry czasowe i zrobić to w odpowiedniej kolejności. Przydatny jest tutaj tzw. cykl Kolba, który staram się używać jak najczęściej przy tworzeniu warsztatów. Polega on na tym, że dajemy uczestnikom zadania do wykonania, bez wcześniejszego przygotowania (a przynajmniej bez jakiegoś mega wielkiego przygotowania). Uczestnicy wykonują zadanie, oczywiście z jakimiśtam problemami i nie zawsze dobrze, ale wykonują je. Potem następuje wspólne podsumowanie, gdzie to od grupy dowiaduję się jak prawidłowo powinno się to zadanie wykonać. Innymi słowy, to uczestnicy szkolenia, w oparciu o ćwiczenie, podają mi teorię na tacy. Oni tworzą wiedzę, samemu ją odkrywając. Można powiedzieć, że ja ich praktycznie niczego nie uczę, w znaczeniu takim, że nie karmię ich suchą teorią. Oczywiście, mogę coś dopowiedzieć, ale zazwyczaj są to tylko jakieś informacje uzupełniające, bo to co najważniejsze powiedzieli już uczestnicy. Na koniec cyklu robimy jeszcze jedno zadanie sprawdzające, tym razem ze świadomym wykorzystaniem poprawnych zasad.

Cykl jest bardzo użyteczny, bo pozwala na łatwe osiągnięcie „efektu aha”, gdzie uczestnicy sami dochodzą do jakichś wniosków, przez co lepiej je zapamiętują i rozumieją. To trochę takie Task Based Approach, tyle że niekoniecznie w środowisku uczenia języków.

5. Ewaluacja

Po wszystkich ćwiczeniach, po zaplanowaniu kolejności i przypisaniu czasu, czas na ewaluację. Zazwyczaj jest to jakieś ćwiczenie na koniec warsztatu, podsumowujące to, czego ludzie się nauczyli, a także to jak się czuli. Warto podpytać też, co można było poprawić (w sensie czego chcieliby więcej), szczególnie jeśli dane szkolenie robimy po raz pierwszy. Na tym jednak ewaluacja się nie kończy, bo trwa ona jeszcze długo po zakończeniu szkolenia w rozmowach i mailach. Właśnie! Polecam kontakt mailowy z uczestnikami po szkoleniu, choćby jednorazowy. Warto zadać im pytanie o to, czy wykorzystują wiedzę ze szkolenia w praktyce. Pytając po jakimś czasie (np. po tygodniu, czy dwóch od warsztatu), możemy się zdziwić jak wiele informacji zwrotnej można uzyskać od ludzi, którzy z chęcią opowiadają swoje historie. Wystarczy tylko o nie zapytać, a potem…

…poprawiać i stawać się lepszym! Ulepszać szkolenia, powiększać bazę ćwiczeń i wiedzę. I robić jeszcze więcej dobrego! 🙂

Published inBlog