Skip to content

Grywalizacja terroryzmu

Grywalizacja to potężne narzędzie, które z jakichś dziwnych powodów u nas w kraju wciąż nie ma aż takiego posłuchu. Zazwyczaj uważam to za złą sytuację i staram się promować wykorzystanie elementów gier w kontekstach pozagrowych, ale po informacjach jakie znalazłem ostatnio, pomyślałem, że to może i dobrze, że nie jesteśmy aż tak zgrywalizowani?

Wszystko zaczyna się od strzelanin w USA. Na pewno słyszeliście nie raz o jakimś zagubionym dzieciaku z bronią, który wtargnął do tej, czy innej szkoły i powystrzelał połowę uczniów. Tragedia, która nie zdarza się często. A jednak! W Stanach Zjednoczonych tylko w tym roku (a piszę to we wrześniu 2019) wydarzyło się już 297 takich wydarzeń, gdzie łącznie zginęło 335 osób, a 1219 zostało rannych (dane za Wikipedią).

Donald Trump, komentując te wydarzenia zrzucił winę na gry komputerowe, podłączając się pod dobrze znaną w Polsce medialną mantrę o tym, że gry są brutalne i grając w brutalne gry sami (a zwłaszcza młodzież) przenosimy te zachowania na ulice i zaczynamy mordować. Po tych słowach każdy zdrowo myślący gracz zaczął pukać się w głowę sarkastycznie zastanawiając się w co musieli grać ludzie w średniowieczu, skoro ich brutalność przewyższała obecną diametralnie.

Ale Trump nie mylił się całkowicie i mój strzał jest taki, że być może cośtam mu świtało, że ktoś przedstawił jakiś raport, który prezydent tylko przejrzał i coś kojarzył, że biją dzwony, ale nie do końca wiedział, w którym kościele. Bo okazuje się, że to niekoniecznie gry mają wpływ na zachowania szalonych nastolatków w USA, ale grywalizacja już tak.

Zgodnie z artykułami z sierpnia tego roku (m.in. tutaj i tutaj) w wielu przypadkach tych masowych morderstw i ataków z użyciem broni palnej w grę wchodzą portale internetowe, fora zapewniające anonimowość. To na nich bardzo często zamachowcy umieszczają swoje „manifesty”, w których tłumaczą dlaczego robią to, co robią. I teraz uwaga, bo co się pojawia coraz częściej w takich manifestach?

  • Zachęta do oglądania streamu z ataku. Zamacowiec umieszcza kamerkę na kasku, na swojej głowie i transmituje wszystko live do internetu. Widok „z pierwszej osoby” zapewnia doznania podobne do strzelanek FPP
  • Zamachowcy równie chętnie co powodami ataku, dzielą się swoją playlistą piosenek, które zachęcają do odpalenia sobie w tle, podczas oglądania strzelaniny

Mamy zatem wyciągnięte elementy estetyki growej i wdrożone w kontekst pozagrowy. Pasuje do definicji grywalizacji idealnie i brakuje tylko punktów, odznak i rankingów… A nie, czekaj…

Portale, na których udziela się część terrorystów mają swoje własne statystyki pokazujące ilość zabójstw dokonanych przez kolejne osoby. Anonimowi użytkownicy portali takich jak 8chan nakręcają się wzajemnie do tego, by pobić rekord i zdobyć za to odpowiednie „nagrody” statusowe, takie jak właśnie wyższe miejsce na liście, większy szacunek wśród internautów, etc.

Straszne, co?

Chociaż swoją drogą to też dziwne, że dopiero teraz dowiadujemy się o wykorzystaniu siły grywalizacji do motywowania zła. Podobno wcześniej z podobnych praktyk korzystała np. Al-Kaida, Stormfront, czy Hezbollah. Punkty, badge, leaderboardy jak widać działają niezależnie od kultury, czy przyświecającej im idei. Motywują w każdym wydaniu.

Podstawowym pytaniem, jakie mnie nurtuje od paru dni jest takie, dlaczego osoby korzystające z 8chana zachęcają innych do dokonywania tego typu przestępstw i z chęcią oglądają je na ekranie. Tworzymy rozrywkę z brutalności, jakbyśmy cofali się do czasów gladiatorów, albo wchodzili w dystopijne czasy Hunger Games.

I chyba, niestety, jako ludzkość będziemy chcieli coraz więcej tego typu ekstremalnej „rozrywki”. Wiem, że to strasznie brzmi, ale wiecie… Rosjanie już raz chcieli zrobić prawdziwe Igrzyska Śmierci i to transmitowane w TV. Dla tych, co nie wiedzą o co chodzi, zapraszam do oglądania najnowszego odcinka vloga:

https://youtu.be/kKFaS5in-80

Published inBloggrywalizacja