Skip to content

Gry i magia

Tym razem wpis trochę mniej biznesowy, ale na pewno interesujący. Czy wiedzieliście, że istnieje teoria mówiąca o tym, że to właśnie gry dały początek wielu wierzeniom, kultom i praktykom religijnym, jak i magicznym? I nie, nie chodzi mi tutaj o pochodzenie kart tarota (które przecież swój początek miały w zwykłych kartach), ale o jedną konkretną grę, która odmieniła życie celtów oraz która do dzisiaj wprawia samozwańczych geomantów w zadziwienie. Przed Wami ukryta historia Moreski na Dziewięciu.

Jeśli nie wiecie, co to za gra, to nic dziwnego 🙂 W Polsce jest znana bardziej pod nazwą „Młynek”. W szczegółach opowiadam o niej tutaj:

https://youtu.be/C1y4Avs5bEo

I teraz wyobraźcie sobie to. W czasach późnej starożytności dochodzi do zderzenia kultur i cywilizacji. Mamy militarny i rozwijający się światowo od setek lat Rzym i mamy pozostających w lasach celtów. Cywilizacja zachodnia zderza się z mistyką lasu i tajemnicami druidów, którzy nie byli wcale tacy głupi. Brakowało im tylko dobrych matematyków, którzy posłużyliby się logiką.

Zamiast tego, Celtowie rozwijali swoją matematykę, astronomię i geometrię w ścisłym połączeniu z głęboką duchowością i wiarą w nadprzyrodzony porządek dziejów. Zgodnie z wieloma źródłami, Celtowie potrafili śledzić gwiazdy. Znali rozkład dni w ciągu roku i czcili (podobnie jak wcześniej wiele innych kultur) dni przesileń wiosennych i jesiennych, jak i pory roku. No i teraz zaczyna się zabawa. Postaram się Was przeprowadzić przez ciąg myślowy Celtów, żebyśmy tak jak oni zachwycili się Moreską, gdy przybyła w końcu do ich krain razem z rzymskimi legionistami.

Widzicie, celtycka ekipa z Francji, Anglii i Irlandii szybko zdała sobie sprawę, że przyroda działa w cyklach składających się mniej więcej z 4 okresów. Wiosna, lato, jesień, zima. Kto to zrozumiał mógł przygotowywać się na trudy zimy i wykorzystywać okazje w lecie. Podporządkowanie się cyklowi dawało większe szanse na przetrwanie. Było darem od bogów. Ale to nie wszystko, bo przecież nie tylko pory roku są cztery. Mamy też 4 kierunki. 4 kończyny. 4 żywioły. Generalnie, czwórka ma ogromne znaczenie w życiu całego świata. A wiecie, co jest geometrycznym idealnym odzwierciedleniem czwórki? Kwadrat. Foremny, czworoboczny kwadrat. Nic więc dziwnego, że takie kwadratowe rysunki zaczęły pojawiać się tu i ówdzie w domostwach celtyckich, na skałach i w jaskiniach:

młynek
Ten akurat rysunek został znaleziony w Szwajcarii, ale podobne można było znaleźć na terenach należących do Celtów. Kwadrat w kwadracie, a pośrodku – człowiek

 

W jakiejś dziwnej, półmagicznej, a półnaukowej interpretacji świata Celtowie wierzyli, że człowiek jest pośrodku tych wszystkich czwórek. Zauważcie dodatkowo, jak bardzo przypomina to labirynt, w środku którego jest człowiek. Jeśli go znasz i ogarniasz i postępujesz wedle zasad  labiryntu czwórek- będzie Ci się w życiu powodzić. A od powodzenia nie daleko już do wszelkiego rodzaju przesądów i dobrych wróżb.

Wierzono zatem, że w czasie przesileń trzeba odprawiać różnego rodzaju tańce. Że trzeba wykonywać pewne rytuały, żeby odstraszyć złe duchy. Że dobre duchy lubią gdy wykonuje się czynności w taki, a nie inny sposób.

I wtedy przychodzą Rzymianie.
Legioniści, którzy oprócz tego, że walczą i podbijają, to często i gęsto wchodzą w interakcje z okoliczną ludnością. A wiecie, co jest dobre do interakcji? Gry. I akurat Rzymianie mają taką jedną, którą podpatrzyli od Egipcjan. Nazywa się morellus, czyli gra ludźmi  i polega na ustawianiu pionów na planszy składającej się z wpisanych w siebie kwadratów. No co za piękny zbieg okoliczności!? 🙂

Celtowie szybko podłapali tę grę, która wpisała się w ich wierzenia i rozumienie świata. Tyle tylko, że u nich nie była to tylko gra. Był to symbol. Symbol oczyszczenia i ochrony przed złem. W centrum planszy znajdował się „święty kocioł życia”, czyli gotujący się chaos wydarzeń. Z niego rozchodziło się uporządkowane znaczenie. Narysuj coś takiego na drzwiach swojego domu, a ogarniesz sens swojego jestestwa i będziesz błogosławiony.

I wiecie, co? To nie jest tak, że tylko Celtowie tak myśleli. Podobne symbole, zupełnie jak podobne wersje tej samej gry, pojawiały się w różnych kulturach i cywilizacjach. Zawsze miały jednak dziwnie tożsamy wydźwięk. Projekt planszy jest święty. Jest magiczny. Jest mistyczny. Możesz dorysowywać kolejne kwadraty, tworząc z tego fraktale, a to cały czas będzie ta sama gra w młynek. No czy to nie jest niepojęta tajemnica świata?

Dla tych z Was, którzy interesują się mistycyzmem (a wiem, że tu jesteście i czytacie moje materiały… mimo, że nie są mistyczne normalnie, ale dzięki :)) polecam dwa źródła, które szerzej opisują ten fascynujący temat:

http://www.sacredthreads.net/www.sacredthreads.net/morris.html
https://web.archive.org/web/20041121040028/http://mc2.vicnet.net.au/home/aura/shared_files/Berger1.pdf

A jeśli sami chcecie zagrać w Moreskę na Dziewięciu (Młynek) i doznać uczucia jedności z nieskończonością i zrozumienia sensu bytu 😛 to zachęcam Was do skorzystania z mojego sklepu. Możecie tam kupić swoją wersję gry:

http://tworzegry.pl/produkt/moreska-na-dziewieciu/

Published inBlogGry