Skip to content

Nie daj się zmylić szybkimi rozwiązaniami

Znacie ten schemat, prawda? Problem-rozwiązanie. Masz coś do zrobienia – szukasz szybkich rozwiązań. Prostych, łatwych, do zastosowania od razu. Uwierzcie mi, jestem jednym z większych agitatorów takiego podejścia i mocno preferuję szybkie działania. Ale ostatnio miałem dość ciekawą przygodę podczas szkolenia dla sporej grupy osób, która była jeszcze bardziej zakręcona na punkcie szybkich rozwiązań. I to dało mi do myślenia, bo wiecie… czasami po prostu się nie da. Zwłaszcza jeśli mowa o edukacji.

Nauczyciel to taki trochę manager, który ma pod sobą kilka, czasem kilkanaście zespołów młodych ludzi, których non stop musi edukować. Nie tylko edukować, bo przecież nie raz robi z nimi różne mniej lub bardziej dziwne rzeczy, od działań kulturalnych przez rozrywkowe, po wychowawcze. Cała masa zachowań, zadań, działań i mikroprojektów.
A do tego, każdy z tych małych zespołów projektowych jest inny.

Mimo to, na jednym ze szkoleń z nauczycielami zetknąłem się z potrzebą natychmiastowego rozwiązywania problemów kilkudziesięciu osób. Trudny uczeń, uczeń który nie uważa na lekcji, uczniowie, którzy nie powtarzają materiałów w domu, atrakcyjniejsza formuła lekcji – to zawiłe problemy, na które nie da się odpowiedzieć w jednym zdaniu, podczas jednego spotkania.

Albo inaczej – da się! Ale w żadnym wypadku nie byłoby to dobre podejście.

Andrzej Marczewski – jeden z guru gamifikacji – mówi o Solutioneeringu (rozwiojektowaniu? problemów), czyli wpadaniu na szybkie, nieprzemyślane rozwiązania, które mają być lekiem na całe zło.
Rzeczywistość jednak wygląda inaczej.

Bo często, a zwłaszcza jeżeli masz pod sobą zespół wielu osób, które wykonują wiele różnych zajęć, rozwiązanie nie jest zero-jedynkowe. Bo sytuacja wyjściowa, czyli problem nie jest prosty, lecz złożony. Przekłada się to na pracę grywalizacyjną.

Często zauważam, że ludzie podpytujący mnie o różne rzeczy oczekują instant odpowiedzi i rozwiązań problemów, które będą w punkt, natychmiastowo rozwiązywać ich bolączki. Niestety, jeśli zależy nam na tym, by gamifikacja była szyta na miarę, musimy poświęcić jej dużo czasu, również ku temu by przyjrzeć się problemowi z różnych stron. Dlatego właśnie (jeśli byliście kiedyś u mnie na warsztacie z grywalizacji to wiecie) podczas opracowywania pomysłów grywalizacyjnych, samo wdrażanie elementów growych następuje na samym końcu procesu i zajmuje jakieś 20 minut. Podczas gdy 160 zajmuje nam badanie sytuacji i przyglądanie się problemowi z różnych stron.

Dlatego zapamiętajcie, jeśli zechcecie kiedyś podejść do jakiejś sytuacji i przyjdzie Wam do głowy szukanie rozwiązania NATYCHMIAST – zróbcie krok w tył i zastanówcie się, czy nie popadacie w pułapkę rozwiojektowania, a jeśli tak to wyjdźcie z niej.

Chyba, że potrzebujecie czegoś super prostego… na to, być może są sposoby. Ale to zupełnie inna para kaloszy.

Published inbiznesBloggrywalizacja