Skip to content

2 techniki grania na emocjach

Gdyby Wasza nauczycielka biologii znała te dwie techniki, do dzisiaj pamiętalibyście czym jest mitoza i mejoza, a większość z Was byłaby na kierunkach okołomedycznych. Gdyby za to znałby je Wasz pracodawca, to pewnie siedziałby teraz w więzieniu za molestowanie w pracy. Dzisiaj powiemy sobie o dwóch technikach manipulacji, które często nieudolnie stosują nauczyciele (i im uchodzi to na sucho), starają się stosować biznesmeni (i zazwyczaj nie wychodzi im to na dobre), a z premedytacją wykorzystują trenerzy rozwoju (i ludzie z zadowoleniem im za to płacą).

Zacznijmy od podstaw i powróćmy na chwilę do wspominanej wcześniej biologii. Wiadomym jest, że w obliczu zagrożenia w organizmie wydziela się szereg substancji, które najogólniej mówiąc wywołują efekt walcz, lub uciekaj. To oczywista sprawa i sądzę, że każdy z nas kiedyś to przeżył, czy to uciekając przed jakimiś psami, czy to przed ludźmi, a czasem może przed jednym i drugim jednocześnie. Ale czy wiecie, że ten sam efekt może zostać wywołany w sytuacjach stresowych, które w rzeczywistości nijak się mają do zagrożenia życia, czy zdrowia?
Okazuje się, że jako ludzie jesteśmy mocno wyczuleni na stres i odczytywanie niewerbalnych wskazówek wysyłanych przez innych. Czasem wystarczy więc, żeby nasz rozmówca był spięty i niewerbalnie agresywny, a nawet najmilsze jego słowa stracą na znaczeniu, bo będziemy się zastanawiać, czy nie chce nas zabić.

I to właśnie robi wielu trenerów rozwoju, szczególnie tych wywodzących się z kręgów nlpersko-hipnotycznych. Opowiadają historię, dzięki czemu wczuwamy się w ich słowa. Następnie, wybierają sobie jednego delikwenta z uczestników jako przykład. Napinają mięśnie, obniżają ton głosu, jednocześnie wypowiadając się coraz bardziej krótko, ucinająco (tak trochę „po wojskowemu”) i stosują tzw. Shark Look.
Shark Look to technika patrzenia, która polega na spoglądaniu w oczy rozmówcy tak, jakbyśmy go chcieli zaraz nabić na pal, poćwiartować, a resztki wystrzelić z armaty w stronę jego rodziny. Obniża się wtedy lekko głowę, by spoglądać spod czoła. Nozdrza rozdęte działające wespół z ciężkim, powolnym oddechem w górnej partii ciała (ramiona poruszają się góra-dół). Pod oczami, mięśnie twarzy lekko napięte. Zero uśmiechu i nieprzerwany, stuprocentowy kontakt wzrokowy.
Połączcie teraz Shark Look z całą sylwetką. Napiętą i epatującą mięśniami. A teraz wyobraźcie sobie, że siedzicie sobie na sali i nagle trener wybiera Was jako swoją ofiarę i spogląda w ten sposób przez jakiś czas. I nagle! Niespodziewanie! Zaczyna szybko iść w Waszą stronę, prawie biegnąc. Prawie taranując!

Efekt? Adrenalina +milion. Zobacz jak zostało to przedstawione od 53 sekundy tego klipy z filmu Whiplash.

Ale to dopiero połowa sukcesu, bo ta pierwsza technika, wzbudzania strachu w niestrasznym środowisku, byłaby skazana na porażkę, gdyby nie to, co następuje potem.

Po symulowanym ataku nasze umysły są przez jakąś chwilę oszołomione. Stan ucieczka/walka otwiera wrota na wszelakie sugestie i możliwości. I to jest furtka dla techniki Happyendu.

Trener cofa się. Rozluźnia. Jego twarz staje się przyjacielska, a czasem ojcowska. Obdarza nas uśmiechem. Jego mowa ciała jest otwarta, pokazuje nam swoje dłonie. Czasem nawet przeprosi za agresywny przykład, jakiego użył na nas. Klepie nas po ramieniu i opowiada anegdotę, lub żart. Jesteśmy w domu. Nic nam nie grozi, a trener to przyjaciel.
Happy end.
Poniżej w wersji Whiplashowej. Zauważcie uśmiechy na końcu.

A teraz zastanówcie się jakie skutki, przy odpowiednim zastosowaniu, mogą spowodować te dwie techniki. Jasne, że muszą być wyprowadzone z kontekstu (zazwyczaj wprowadzająca historia, np. o tym jak trener został kiedyś napadnięty), a gdy tak się stanie wywołują niesamowity rollercoaster emocjonalny. A duża huśtawka emocji jest tylko o krok od oczyszczającego uczucia katharsis.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że techniki niemal wyłącznie sprawdzają się w sytuacjach warsztatów rozwojowych. Gdy próbują stosować je nauczyciele w szkole, zatrzymają się gdzieś po drodze, bo uczeń – nastolatek, jest o tyle specyficzną osobą, że może zareagować w sposób zgoła odmienny i nie do końca wiadomo czego się spodziewać.
Jeśli zaś chodzi o biznesmenów, a zwłaszcza pracodawców, to wysoko eksploatowana technika pierwsza zatrzymuje zazwyczaj proces w połowie, bo jest ni mniej, ni więcej jak tylko straszeniem podwładnego. A to bez sensu.
Na warsztatach samorozwoju za to, ludzie pojawiają się z myślą o poznaniu siebie i przeżyciu czegoś głębszego. A to zawsze wiąże się z emocjami, więc nawet jeśli są one tak duże jak podczas techniki Shark Look, to i tak ludzie łatwiej je zaakceptują. Zwieńczenie Shark Looka emocjami pozytywnymi zakończy za to dzieło pt. granie na emocjach. Ludzie wyjdą ze spotkania pozytywnie nastawieni, ale…

No właśnie jest jedno ale. Na tyle na ile spotkań, podczas których trener wykorzystywał opisywane tutaj rzeczy, widziałem, to jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się stwierdzić, że to spotkanie było w pełni wartościowe. Emocjonalnie owszem, ale niekoniecznie merytorycznie. Widzicie, po takim rajdzie emocjonalnym trudno jest skupić się na czymkolwiek, więc jedyne co zapamiętujemy po szkoleniu, to… emocje. Wiedza schodzi na dalszy plan, o ile w ogóle gdzieś tam jest.

Czy zatem stosować Shark Look i Happyend? Decyzję pozostawiam Wam.

Published inBlog